czwartek, 1 września 2016

Klucz do szczęścia

Nieprzytomna jestem. Wiecznie coś gubię, potem szukam. Na przykład od roku  poszukuję kluczy do samochodu. Podobno to ja je zgubiłam - nie wiem, nie pamiętam. Poczuwając się jednak do winy przeszukałam wszystkie zakamarki domu trzykrotnie. Klucze jednak pozostały w ukryciu, drażniąc swoją nieobecnością Piotra. Mniej więcej raz w tygodniu otwierając rano samochód "zapasowym" słyszę więc syczenie:
- znalazłabyś w końcu te klucze!
Ostatnio mąż doszedł nawet do wniosku, że czas sprzedać dom, bo przy przeprowadzce z pewnością się znajdą...
Nie jestem jednak jedyną nieprzytomną  osobą w domu. Doskonale pokazał to dzisiejszy dzień..
Pierwszy wstał Bazyli. Miał kłopoty ze znalezieniem garnituru (a tu zaskoczył go początek roku szkolnego), ale jakoś sobie poradził. W ostatniej chwili przed wyjściem okazało się, że nie ma również legitymacji i biletu miesięcznego, dostał więc kasę na bilet jednorazowy. Druga wstała Estera. Dziś pierwszy dzień z nową panią w szkole, chciała wyglądać pięknie a tu szczotka do włosów znikła....szukamy więc. Raban poszukiwawczy  w porę obudził Klemensa (zapomniał nastawić budzika), który stwierdził brak garnituru (był jeszcze poprzedniego dnia wieczorem!)
Dzwonię do Bazylego - zagadka rozwikłana- to on zabrał garnitur Klemensa. Nie zdążył się do tej pory zorientować, że ich garnitury wyglądają bardzo podobnie.
Młodzież  powinna już wychodzić do szkoły, Klemens stoi jednak w samych gaciach i nigdzie się nie wybiera - nie ma co na siebie włożyć, bo jego strój galowy wyjechał do Warszawy. Na ratunek przychodzę ja - wyciągam z szafy garnitur ślubny Piotra. Tu przypominam sobie  chwilę ślubu z moim przystojniakiem i uświadamiam sobie, że właśnie  dziś mija 18-ta rocznica tego wydarzenia!  No i że nie mam dla mojego ukochanego żadnego prezentu. Cholera, głupio tak. Jak to możliwe, że zapomniałam?..
- mamo, pośpiesz się - wyrywa mnie z chwilowego zawieszenia umysłu Klemi.
Podając synowi marynarkę ojca słyszę, że coś dzwoni w jej kieszeni. Obrączki? Nie, te zgubiliśmy zaraz po ślubie. Zaglądam z zaciekawieniem w ciemną czeluść...
Kluczyki do samochodu! Cóż to za prezent dla męża! No i dla mnie też - choć w dupie mam fakt, którym kluczykiem otwieram samochód,  to teraz ja będę mogła wypominać  mu te kluczyki przez najbliższy rok!



czwartek, 18 sierpnia 2016

Tratwa


Przeglądałam niedawno mojego bloga i trafiłam na tekst o jedynych chyba stacjonarnych wakacjach naszej rodziny.  Leżeliśmy wtedy znudzeni na  mazurskim pomoście i  wyobraźnią płynęliśmy tratwą do mojego brata Szymona, do Szwecji.
Ten sen nie spełni się już nigdy - Szymon umarł, nie siedzi  na nadbrzeżu i nie pomachałby nam zaskoczony na powitanie...
Hm, ale czy my do Szwecji musimy płynąć? I czy ktoś musi na nas czekać?  Przecież wszyscy dobrze wiemy, że nie cel a droga...




środa, 20 lipca 2016

Ponosić rower po górach Banatu*



5.07.2016



   Belgrad. Późne popołudnie. Składamy do kupy rowery w hali przylotów i wychodzimy na zewnątrz. Przed lotniskiem  wita nas żar z nieba. Rozglądamy się chwilę, po czym zlani potem uciekamy do wnętrza. Jak żyć w takim skwarze?! I w którą stronę mamy stąd jechać? Cholera wie - nasz GPS też uważa, że jest stanowczo za gorąco i w ramach buntu  mówi, że nie będzie nam nic pokazywał.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Mecz, kleszcz, borelioza i Czerwony Kapturek.


Nie przepadam za oglądaniem piłki nożnej,  ale lubię podglądać zapał innych w tym kierunku. Jaka to bowiem radość gdy  kierowca wypucowanego, pięknego  samochodu  (który zza kierownicy swojego auta patrzy na świat wymownie pogardliwie) nagle nakłada swojemu "cudu" dwie biało-czerwone prezerwatywy na lusterka. Aż miło popatrzeć!  Szkoda, że nie przyszła jeszcze moda na nauszniki w tym samym kolorze dla kierowców (taki komplet by był) ale to zapewne tylko kwestia czasu...
A mówiąc ( a w zasadzie pisząc) bardziej na serio,są dwa powody dla których lubię rozgrywki piłkarskie:
Pierwszy to fakt, że państwa potrafią rywalizować ze sobą na pokojowym gruncie. To w dzisiejszych rozognionych czasach bardzo cenne. Pozytywnym jest również to, że dla kibiców najczęściej nie ma znaczenia rasa jego rodaka z narodowej reprezentacji-  ważne, by był dobrym piłkarzem.

środa, 22 czerwca 2016

Zdrada

Niedawno dostałam list. Trudno powiedzieć, że był to list od wielbiciela, bo była to chyba raczej krytyka. Podobno jestem w pisaniu ekshibicjonistką i pokazuję czytelnikom za wiele. Ja? Za wiele? Chyba nie… Ale sprowokował mnie ten e-mail do pewnej osobistej opowieści..
Podobno kryzys wieku średniego zdarza się większości z nas. Okoliczności? Trzeba być po czterdziestce (w ten wiek jestem już mocno całą sobą wpisana), no i trzeba być w stałym, długotrwałym związku. Niekoniecznie złym, niekoniecznie niespełnionym, ale za to starym i przewidywalnym. Wtedy wystarczy niewielki podmuch nowego, świeżego, by całkowicie zburzyć ład i porządek w sercu.

niedziela, 12 czerwca 2016

Spotkanie z "władzą"

 Mama miała wypadek drogowy. Samochód do kasacji, ale mama na szczęście cała. Stoimy i czekamy grzecznie aż policjant z radiowozu wypisze stosowne dokumenty. Przyjeżdża laweta, pakuje zdezelowany samochód i chce odjeżdżać. My jednak jeszcze nie możemy z nim jechać, bo policjant nie skończył wypisywać stosownych dokumentów.
- poczekaj- mówię do mamy-  zapytam się ile to jeszcze potrwa i zadecydujemy co robić.
Podchodzę do radiowozu i z uśmiechem pukam w szybkę. Ta się otwiera i młody blond człowiek z miną "czego tu babo" spogląda na mnie..
- przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mógłby Pan mniej więcej określić ile to wszystko jeszcze potrwa?
- potrwa ile potrwa - mówi niemiłym tonem człowiek  zza szyby
Ja jednak  nie zamierzam się taką odpowiedzią zadowolić i pytam dalej..
- ale tak mniej więcej -15 minut czy dwie godziny? Mama jest zdenerwowana, chciałabym wiedzieć, jaki plan działania mam obrać..
- mówiłem już że potrwa ile potrwa!
Nie wytrzymuję
- a może  tak trochę więcej kultury by się przydało?
Facet zareagował natychmiast. Wyprostował swe  plecy uniósł głowę w służbowej czapce i syknął
- kultury mnie pani zamierza uczyć?!

Nie zamierzam. Mimo młodego  wieku, jest już  chyba za późno.

piątek, 3 czerwca 2016

Bez celu

   Jak to jest jechać bez celu? O tym postanowiłam przekonać się w mojej kolejnej tułaczce. Bo mimo że zwykle jeżdżę bez ładu i składu, to jakaś nadrzędna myśl temu przyświeca: dojechać do morza, poleżeć chwilę na wschodniej granicy, wejść na Olimp itp.
Cel wyznacza kierunek, ale i zaśmieca głowę - myślisz, czy tam dotrzesz, czy zdążysz. Patrzysz na mapę i oceniasz trasę, rezygnujesz czasami z pięknej drogi bo jest w przeciwnym kierunku. No więc będzie bez celu. Zwyczajnie, przed siebie, gdzie oczy i nogi poniosą.
Tu drobna dygresja: to miała być podróż z celem:   przez Serbię i Rumunię do domu. Ale w drodze rodzinnych kompromisów została zamieniona na podróż w granicach Polski. Są to podobno też granice rozsądku - tak mówi mój mąż, który zwyczajnie się o mnie czasami boi. Rozumiem, nie protestowałam za bardzo, tylko zmieniłam datę na bilecie do Belgradu (bilet w jedną stronę) o miesiąc i dodałam do rezerwacji Piotra. Tak będzie lepiej.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Niedaleko jabłoni do jabłka...

   Obraziłam się na świat. Na szczęście nie na cały, tylko ten wirtualny. Powody?
- zjada mi prawdziwe, realne kontakty ze znajomymi. Siedzę sobie na takim fb i mniej więcej wiem, co u kogo. Mam poczucie, że uczestniczę w życiu znajomych, po cóż mam więc się z nimi spotykać?
To oczywiście uproszczone rozumowanie. Ale faktem jest, że od kiedy mam fejsa, coraz mniej ludzi mam w realnym świcie.
 - życie wirtualne zjada mój czas. Co z tego, że nie oglądam telewizji, gdy wracając  po pracy od razu sięgam po telefon i przeglądam internet? Marnuję czas oglądając koty i posiłki moich przyjaciół...Coś, o czym w normalnych kontaktach z pewnością byśmy nie mieli ochoty nawet gadać...

sobota, 5 marca 2016

Nocą


  Mimo mroku postać w polu było widać już z daleka - gwiazdy, które na kilka godzin pojawiły się tej nocy na niebie z pewnością były tu dla Niej.  Mała, przygarbiona, w wielkich gumiakach, równie wielkim, przydługim palcie i chustce prawie całkowicie zasłaniającej twarz. Niewiele jej widziałam - wyłączyłam światło w rowerze bo  psuło, odsuwało mnie - osobę znikąd, od niej - wrośniętej w tę ziemię od pokoleń.
W wózku ziemniaki. Wiozła je z  pola. Tam gdzie kiedyś stał dom jej rodziców i dziadków teraz tylko ziemianka została. Licha ona, ale ziemniaki nigdy jeszcze w niej nie przemarzły (w piwnicy koło domu przemarzają). I tak pchała przez błoto i noc ten wózek z ziemniaki. Bo się skończyły, a noc dziś niestraszna. Kiedyś pchała w tym wózku dzieci swoje. Dwójkę miała. Już poumierały. Sama została...
Od razu widzę dom tej staruszki, mały pożółkły żyrandol, stare łóżko z makatką a nad nią święty obrazek.  Widzę też piec i rozgrzaną płytę na której układam sobie pokrojone plastry ziemniaków. Jak w dzieciństwie..
Chciałam przeniknąć na chwilę do jej świata. Nie zaprosiła, zwyczajnie odeszła. Zostawiła mnie samą z zapachem pieczonych ziemniaków, gwiazdami i przemijaniem.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Zasnąć jak niedżwiedź

    Pamiętam to jak dziś... to było sześć lat temu, pod koniec lutego. Brałam prysznic po kąpieli na basenie, gdy podeszła do mnie znana jedynie z widzenia kobieta. Wskazała na moje posiniaczone ciało i powiedziała: – Masz chyba kłopoty. Może chcesz o tym z kimś porozmawiać?

poniedziałek, 22 lutego 2016

Radość, czyli krótka zaległa opowieść jesienna

Wielką radością jest jazda na rowerze w zapachu przejrzałych gruszek rosnących wzdłuż drogi.
Wielką radością jest słuchanie na żywo muzyki poważnej. 
Największą jednak radością  jest dla mnie umiejętność znajdowania sobie powodów do radości...


09.2015
Znów ruszam. Na krótkie chwile przestaję być szefową, żoną, matką, a staję się  rowerowym włóczęgą. Nie muszę podejmować żadnych ważkich decyzji, nie jestem za nikogo (poza sobą) odpowiedzialna.
Na wyjazd decyduję się ja zwykle spontanicznie - inaczej się nie da. Zawsze jest "coś" do zrobienia, zawsze coś się zawali, zawsze ktoś będzie tęsknił. Ale kiedy czuję, że  nie łapię już rytmicznego oddechu to wiem że muszę jechać,  bo z przyduszonej matki, żony i szefowej nikt nie będzie miał pożytku.

sobota, 23 stycznia 2016

Błogosławiony Gender


  Pakowałam się właśnie na zimową wyprawę w nieznane gdy okazało się, że Estera ma gorączkę. Z dłuższego wyjazdu nici...Ale te krótkie, kilkugodzinne wchodzą w grę nawet wtedy, gdy dom zamienia się w szpital. Wystarczy (jak zwykle) wstać odpowiednio wcześnie i jeździć do upadłego zanim rodzina weekendowo  się wyśpi.
Stosując się do tej zasady mknę  raniutko ulicami Żyrardowa do lasu. Mam ze sobą dwie nowości: rękawice z foki (wiem, wiem, biedna foczka. Za to ciepła.) i jakieś ustrojstwo w kole, które podobno potrafi siłę moich mięśni na ładowanie komórki zamienić.  Jadę więc sobie ulicą i zerkam na telefon przyczepiony do kierownicy - faktycznie się ładuje! Ulica pusta, ale jakiś debil uparł się, że będzie jechał za mną i trąbił. Niech sobie trąbi - mam takie samo prawo przebywać na jezdni jak i on. A zimowe opony z kolcami zapewniają mi bezpieczeństwo - mimo lodu nie wywalę się i nie wpadnę w poślizg.

piątek, 8 stycznia 2016

Nowy Rok

     Skończył  się rok i nadchodzi czas podsumowań. Tak przynajmniej mówią. Ja staram się nie podsumowywać zbyt wiele. Bo po co? Jak było dobrze, to nie muszę sobie tego w pamięci odświeżać. Jak było źle, po co do tego wracać? Same podsumowują mi się jedynie zapisywane gdzieś w sieci kilometry przejechane na rowerze. Co widzę w tym roku? Lekki spadek ich liczby, z którego jestem w gruncie rzeczy zadowolona. Bo nie jest tak, że poświęciłam rowerowi mniej czasu – jeździłam dużo, za to wolniej, uważniej. Wnikliwie obserwowałam przyrodę, zagłębiałam się w ciszę natury. Uwierzcie mi, to pochłania, szczególnie zimą...

sobota, 21 listopada 2015

Mity Greckie

Zdjęcie: foto-gramy.pl
Wszystko zaczęło się od Zeusa...No może nie tak dokładnie od niego, ale prawie. Zaczęło się bowiem od " Mitów Greckich" które walały się ostatnio po domu (lektura szkolna jednego z synów). Przeglądając je pomyślałam - a może Grecja? Czym prędzej podzieliłam się tą myślą z Piotrem. Reszta wydarzyła się poza mną, pod czujnym okiem Hermesa (boga podróżnych i kupców) - ten zesłał mojemu mężowi prezent specjalny na moje urodziny. Były to bilety do Aten...

niedziela, 1 listopada 2015

Rozmowa

Pytasz co u mnie?
Dobrze chyba...
Piotr wciąż jeszcze kocha
Chłopaki ciągle rosną
Mądrzeją, dorośleją
Estera coraz samodzielniejsza
A ja?
Też dorastam
Dojrzewam do tego
By stojąc nad Twoim grobem
Móc spokojnie z Tobą porozmawiać
A nie pogrążać się w smutku...
Tęsknię za Tobą  braciszkiu