środa, 10 kwietnia 2013

Ojciec

1978
OJCIEC

Przyjechał tata! Wreszcie. Nie pamiętam, kiedy go ostatni raz widziałam Wydaje mi się zupełnie inny, niż ten, którego miałam w pamięci.. Dostaliśmy od niego pierwsze w życiu rowery –„Jubilat-2” się nazywają. Ja mam żółty, brat brązowy. Ale mój jest ładniejszy. Teraz możemy naprawdę poszaleć po Polach Mokotowskich! 



Od kiedy pamiętam zawsze czekałam na tatę. Aż przyjdzie jak obiecał. Nie przyszedł? To może pomyliły mu się niedziele i przyjdzie za tydzień? Nie, na pewno nie zapomniał! Coś mu wypadło! Gdy w końcu po kilku zawalonych terminach się zjawiał było cudownie – zabierał do ZOO i uczył sprośnych wierszyków. Mamie się one nie podobały, tym fajniejszymi nam się wydawały....

Rodzice rozstali się gdy miałam 4-5 lat. Ojciec odszedł do innej kobiety. Mama zawsze mówiła nam, ze po prostu przestali się kochać i tak postanowili. I że tata nas kochał i kocha.. Ojcu jednak urodziły się nowe dzieci, a o starych raczej nie pamiętał. Cała inicjatywa sporadycznych kontaktów z nami płynęła chyba od jego nowej żony - Krysi. Ona zdawała sobie sprawę, jak bardzo jej pojawienie się wpłynęło na nasze życie. I starała się ojca zmobilizować...
Po rozstaniu z tatą mama zaczęła żyć po swojemu – zaszywała się z nami w małych bieszczadzkich wioseczkach i doświadczała samotności. A my z nią. Jako dzieci nie wiedzieliśmy, że istnieje jakieś inne, pełniejsze życie z dwojgiem rodziców. Po prostu żyliśmy we trójkę...Po 3 latach takiego życia zjawił się Leszek- cudowny, młody chłopak. Podchody do serca mamy robił przez nas - całymi dniami bawił się z nami w Indian. Zbudował nam dom na drzewie, uszył stroje. Był cudowny...takiego nowego tatę mogłabym mieć! Ale gdy już osiągnął swój cel, z dnia na dzień przestał nam ojcować. Szybko stał się zwyczajnym facetem, który na dodatek nie budował, a rozbijał nasze szczęście rodzinne...
Dla niego opuściliśmy małe wioseczki i przeprowadziliśmy się do Warszawy. Zamieszkał z nami i spał codziennie do południa. Nawet w niedziele nie można było nic fajnego zrobić, bo zanim wstał, wypił kawę i zapalił fajkę to była już pora obiadowa.. Takiego „tatusia” nie chcieliśmy...Szybko sam się wypisał. Spłodził Szymona i odszedł, gdy wyprowadziliśmy się znów na wieś. Zostaliśmy więc ponownie sami, tym razem już we czwórkę..
Ciężko być panienką bez ojca w domu. Nic nie buduje poczucia wartości tak, jak przychylne słowo taty. A taty w tym czasie nie było w ogóle. Nawet nie pisał, miał swoje sprawy. Nikos, przyjaciel mamy (jak my uciekinier z miasta) powiedział kiedyś przyglądając mi się podczas sadzenia ziemniaków na jego polu, że fajna dziewczyna ze mnie rośnie. Pamiętam i będę pamiętać to wydarzenie całe życie. Skrzydeł mi to dodało. A on stał się dla mnie pierwszym ideałem mężczyzny....
Ojciec kontaktował się z nami sporadycznie przez wiele długich lat. Były tylko spóźnione alimenty. Maciek poszedł do internatu blisko jego domu, odwiedzał go więc czasami w weekendy. Ja nie miałam z nim żadnego kontaktu. Zresztą – podobna z urody do matki, zbuntowana, nie mogłam zjednać sobie sympatii jego i jego nowej rodziny. Nawet babcia (mama taty) po zobaczeniu mnie po 15 latach niewidzenia orzekła, ze jestem cała matka i nie chciała już ze mną rozmawiać..
Zdałam maturę. Byliśmy właśnie z moim chłopakiem Arturem w Bieszczadach, postanowiłam więc, ze pojedziemy do Polańczyka – to w końcu mój ojciec, osobiście poinformuję go o tym fakcie. Padał deszcz. Drzwi otworzyła Krysia. Zobaczyła mnie (mieszkałam w W-wie, nie w sąsiedniej wsi, wiedziała, że nie jestem tu przypadkiem), powiedziała, ze ojca nie ma w domu i je zamknęła. Odeszliśmy kilkadziesiąt metrów od ich domu...stałam w deszczu i płakałam...
Następny kontakt z tatą miałam chyba dwa lata później. Mieszkaliśmy z Maćkiem i naszymi „połówkami” w jednym mieszkaniu – każda „rodzinka” miała swój pokój. Wstałam rano nieprzytomna. Weszłam do kuchni – ojciec (który skorzystał z faktu, ze drzwi były u nas zawsze otwarte) siedział ponury na krześle i palił papierosa. Zaczął wypytywać, kim jest ten facet w moim łóżku itp. Oczywiście zabiłam go śmiechem. Gdy Jacek wstał ojciec podszedł do niego, chwycił za koszulkę i powiedział, że jak mnie skrzywdzi to będzie miał z nim do czynienia. (nawet ładne, ale oklepane). Potem kontakt urwał się na długo.. Zaczął się na nowo, gdy moje dzieci zaczęły o dziadka wypytywać (nie znały go). Pojechałam więc do ojca z mężem. Przyjął miło. Wieczorem impreza z jakimiś jego znajomymi. Ktoś zapytał, czy jestem koleżanką Magdy (jego córki, a mojej przyrodniej siostry). Ojciec nie sprostował, powiedział, że oczywiście tak! Bolało. Bardzo bolało! Mimo to dzwoniłam, jeździłam, zawoziłam dzieci. W końcu go sobie wywalczyłam. Polubił mnie, bo mam dom, samochód i własną firmę. W dupie mam, dlaczego. Kocham mojego ojca....

Jak pech to pech. Zjeżdżając po schodach złamał się widelec mojego roweru. Przekoziołkowałam przez rower na schody. Potłukłam się strasznie, ale to tylko sińce. Ale roweru już nie mam....

1 komentarz:

  1. Mój mieszkał ze mną na jednym osiedlu, jak mnie widział to się odwracał i uciekał ;) Swoją drogą, jakie te babcie są kochające, mama mojego taty nienawidziła mnie tak bardzo, jak kochała swego syna, bo byłam podobna do matki (będąc dzieckiem, jako osoba dorosła jestem niemal cały tata i dziadek, mąż owej babci). Jak mój tato umarł 10 lat temu i wujek zadzwonił z ta wiadomością, to się ucieszyłam, że za moją krzywdę trochę choć pod koniec życia pocierpiał (paslidna odmiana raka). Nie trafili mi się rodzice, oj nie. Tyle u mamy dobrego, że po rozwodzie uparła się nie mieć nic wspólnego z facetami, żebyśmy mieli spokojne dzieciństwo. Pod tym względem akurat się udało, pod innymi nie.

    OdpowiedzUsuń