czwartek, 19 lutego 2015

Szary


Ratując nasz Świat przed seksualną napaścią człowieka o pięćdziesięciu twarzach streszczę pokrótce film, abyście  nie musieli odbywać tej masochistycznej przygody....
Tytułem wstępu zaznaczę, że idąc do kina  poświęciłam się dla Was moi mili na tyle, że siedzę w tej chwili na kacu- gigancie i nie mogę ruszyć głową. Ale na trzeźwo nie mogłam!

Od czego zacząć?
1. Bohaterzy:

a. On - Grey. Oszukał mnie.  Nie tylko nie miał 50 rekomendowanych  twarzy, ale nie posiadał nawet dwóch wersji  mimiki. Zresztą nie tylko twarz miał bez wyrazu, ale całe ciało. Tak więc jego maksymalne napalenie na partnerkę uczymy się  rozpoznawać z ruchów kamery, która właśnie w "tych" momentach robi zbliżenie....nie, nie kochani moi, nie na spocone  i  napięte mięśnie - na jego równie twarde  spojrzenie!

b. Ona - Anastazja. Całkiem ładna dziewczyna. Jeśli chodzi o aktorstwo to opanowała nawet jedną sprytną sztuczkę i ucieszona tym faktem powtarzała ją na ekranie niezliczoną ilość razy: otóż grając podniecenie  zagryzała usta. Po dwudziestu minutach filmu ogarnął mnie nawet strach- toż ona odgryzie sobie w końcu tę wargę i wtedy Grey już jej z pewnością  nie wydupczy!  Mam  nieskromną nadzieję, że w kolejnych odcinkach tej trylogii pani rozwinie  swój aktorski warsztat i z równie dużym sukcesem  nauczy się zagryzać i zaciskać również różne inne części ciała.

c. Kierowca. No ten może by się i do czegoś nadawał, ale widzimy go zaledwie w trzech scenach i to zupełnie ubranego.

2. Scenariusz:
Jest on i ona. Ona jest prostą dziewicą, on (absolutnie nieprostym) biznesmenem. On chce ją posiąść w swoim stylu (oglądając jego "intymny pokoik" domyślamy się, że chce ją po prostu  sprać trochę mocniej), ale aby to nastąpiło, muszą podpisać kontrakt (w dzisiejszych trudnych czasach, gdy nawet własnemu kotu nie można ufać to chyba zrozumiałe! )  A ta głupia pipa  przez całe 2 godziny filmu się waha. Zresztą ostatecznie wychodzi jej to na zdrowie - w międzyczasie dostaje drogie książki i czerwony samochód... Ze zdrowiem widzów jest jednak dużo gorzej...
2. Akcja:
Zakładam, ze jesteście dorosłymi ludźmi i każdy z Was co najmniej raz w życiu widział pornola. Wiecie zatem jak to się zaczyna: przychodzi hydraulik (czy inny mechanik) do pani i przez dwie minuty (albo i krócej- liczy się każda chwila!) uprawiają kiepski dialog zanim nastąpi właściwa "akcja". No to teraz wyobraźcie sobie film, w którym ten niezgrabny dialog dominuje, ciągnie się  20 minut, a następująca po tym "akcja" sprowadza się do klapsa w  tyłek. A potem znów 20 minut nieklejących się do kupy dialogów...
Dla odparcia zarzutów od razu mówię, że nie oczekiwałam od tego filmu  porno ani nawet erotyki. Niczego  nie oczekiwałam. Skojarzenie z "filmami akcji" nasunęło się samo, podczas seansu.

Nie wiem, jak się skończyło, bo wypiwszy w kinie niezliczoną ilość płynów moczopędnych,  musiałam wyjść by zrobić siku (w przeciwieństwie do głównej bohaterki  filmu nie poinformowałam o tym fakcie całego kina, a jedynie kilka najbliższych rzędów).  I być może wtedy właśnie ominęło mnie "najlepsze"? Jeśli tak, to odszczekuję wszystko co powyżej i czekam na kolejne odcinki. Tyle że nie przyszykuję na to wyjście browarów, a czystą wódę. Bez popitki.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. tak, pięknie tu teraz prawda? Tak...jasno :). Koniec mroków i deszczów! :)

      Usuń
  2. Przykre, że o tym filmie trąbią w radio i tv, że niby taki must-see, zamiast zachęcić do obejrzenia naprawdę dobrego kina. Początek roku to zwykle seanse oscarowe.

    Mnie również przypadł do gustu nowy wygląd bloga. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała prawda. Miliard razy więcej erotyki jest w ujętej na fotografii kreacji w gorsecie i pończochach niż w tych lansowanych książczynach i ich ekranizacji. Ładny ten nowy blog. Tak. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń